SGH Rozwiązania
Finanse

Ile kosztuje 14 minut przestoju na Twojej linii?

Autor Piotr Zieliński, Specjalista ds. Optymalizacji·15 listopada 2024·4 min czytania

Prawie każdy kierownik zmiany na Śląsku machnie ręką na kwadrans przestoju. Wydaje się, że to tylko chwila na papierosa albo szybkie dopicie kawy, gdy maszyna złapie błąd. Ale liczby nie kłamią, jeśli potrafisz je odczytać, a te 14 minut powtarzane dwa razy w tygodniu potrafi wyczyścić portfel firmy szybciej niż podwyżka cen prądu.

Koszty pracownicze, które uciekają przez palce

Wyobraź sobie zakład w Katowicach, gdzie przy linii stoi 11 osób. Każda z nich zarabia średnio 43 złote brutto na godzinę. Kiedy maszyna staje na 14 minut, nie płacisz im za pracę, ale za czekanie. W skali jednego takiego incydentu to niby tylko 110 złotych z groszami wyrzuconych w błoto. Problem polega na tym, że ci ludzie tracą rytm, zaczynają rozmawiać i po usunięciu usterki potrzebują kolejnych 6 minut, żeby wrócić do pełnej wydajności. Realnie tracisz więc nie kwadrans, a prawie pół godziny opłaconego czasu pracy całej załogi.

W Silesia Growth Hub widzieliśmy to u jednego z naszych klientów z branży metalowej w marcu 2024 roku. Mieli dokładnie 14-minutowe przestoje przy wymianie matryc, które zdarzały się 3 razy dziennie. Po zsumowaniu kosztów robocizny okazało się, że rocznie firma płaciła 14 600 złotych za to, że ludzie patrzyli w sufit. To kwota, za którą można kupić porządny zestaw narzędzi albo opłacić serwis dwóch innych maszyn. Hala musi zarabiać, nie stać, a takie 'drobne' postoje to najprostsza droga do dziury w budżecie, której nie widać w arkuszu Excel.

Dolicz do tego koszty mediów. Maszyna, która stoi, ale jest włączona, wciąż pobiera prąd jałowy. W przypadku dużych wtryskarek to może być nawet 3.4 kW na godzinę. Jeśli pomnożysz to przez liczbę dni roboczych w roku, nagle okazuje się, że finansujesz lokalnemu zakładowi energetycznemu całkiem ładne wakacje. Nikt nie lubi płacić za nic, a przestój to właśnie płacenie za pustkę w hali produkcyjnej.

Hala musi zarabiać, nie stać. Każda minuta gapienia się w zepsutą maszynę to pieniądze wyjęte z Twojej kieszeni.
Koszty pracownicze, które uciekają przez palce

Prosty wzór na policzenie strat

Nie potrzebujesz doktoratu z ekonomii, żeby to ogarnąć. My w SGH używamy prostego przelicznika. Bierzesz liczbę pracowników na linii, mnożysz przez ich stawkę godzinową i przez 0.23 (tyle w przybliżeniu wynosi 14 minut w ułamku godziny). Do tego dodajesz marżę, której nie wypracowałeś w tym czasie. Jeśli Twoja linia generuje średnio 840 złotych marży na godzinę, to 14 minut kosztuje Cię 193 złote utraconego zysku. To jest czysty pieniądz, który mógł wpłynąć na konto, a po prostu nie istnieje.

Warto też spojrzeć na koszty stałe. Najem hali, leasing maszyn, podatki od nieruchomości w Katowicach – te opłaty nie znikają, gdy taśma stoi. Dzieląc miesięczny koszt utrzymania zakładu przez godziny pracy, otrzymasz koszt 'gotowości'. Dla małego warsztatu o powierzchni 320 metrów kwadratowych, ten koszt wynosi często około 28 złotych za każde 15 minut. Zsumuj to wszystko: robocizna, prąd, utracona marża i koszty stałe. Nagle te 14 minut zamienia się w 415 złotych straty netto.

Większość właścicieli, z którymi rozmawiamy, szuka oszczędności w tańszych materiałach albo negocjuje 2% rabatu u dostawcy śrub. Tymczasem pilnowanie ciągłości pracy daje znacznie większe efekty bez pogarszania jakości produktu. System ma ułatwiać robotę, a nie dokładać klikania, więc zamiast kazać brygadziście pisać raporty w zeszycie, lepiej zainstalować prosty czujnik, który sam policzy te kwadranse. Liczby nie kłamią, jeśli potrafisz je odczytać.

Prosty wzór na policzenie strat

Efekt domina i kary umowne

Straty wewnątrz hali to tylko połowa problemu. Prawdziwy ból zaczyna się, gdy przez te 14 minut nie zdążysz załadować auta, które musi wyjechać o 15:00. Kierowca z firmy transportowej z Tychów nie będzie czekał za darmo. Każda godzina spóźnienia to często 120-150 złotych dopłaty za przestój ciężarówki. Jeśli Twój klient, na przykład duża hurtownia, ma w umowie zapisy o karach za nieterminowe dostawy, jeden mały błąd maszyny może kosztować 2 400 złotych kary umownej.

Mieliśmy przypadek w październiku 2023 roku, gdzie drobna awaria czujnika za 80 złotych spowodowała 14-minutowy poślizg przy pakowaniu. Przez to transport nie dotarł na terminal przed zamknięciem okienka. Efekt? Towar wyjechał 2 dni później, a klient naliczył 5% kary od wartości zamówienia. Zamiast zarobić na czysto, firma musiała dopłacić do interesu. To pokazuje, że w produkcji nie ma 'małych' opóźnień. Wszystko jest ze sobą połączone jak ogniwa w łańcuchu.

Koniec z ręcznym przepisywaniem danych o awariach do Excela na koniec tygodnia. Wtedy jest już za późno na reakcję. Jeśli dowiesz się o problemie w piątek o 16:00, to tylko się zdenerwujesz przed weekendem. Informacja musi być natychmiastowa. Kiedy wiesz, że linia stoi teraz, możesz przesunąć ludzi do innych zadań albo szybko zadzwonić po serwisanta, zanim ten wyjedzie na inne zlecenie do Gliwic.

Jeden transport, który nie wyjechał o czasie przez głupie 14 minut, potrafi zjeść cały zysk z tygodniowej produkcji.
Efekt domina i kary umowne

Jak przestać zgadywać i zacząć mierzyć?

Najprostszym sposobem na walkę z tymi stratami jest wdrożenie analityki, która nie boli. Nie potrzebujesz systemu za miliony złotych. Wystarczy proste zliczanie czasu pracy maszyn (tzw. OEE). W czerwcu 2024 roku pomogliśmy jednemu zakładowi w Sosnowcu wdrożyć taki moduł. Przed wdrożeniem właściciel twierdził, że jego maszyny pracują przez 84.2% czasu. Po dwóch tygodniach zbierania twardych danych okazało się, że realny wynik to 62%. Różnica wynikała właśnie z takich krótkich, 10-15 minutowych przestojów, których nikt nie wpisywał do raportów.

Kiedy zobaczysz czarno na białym, że jedna konkretna prasa staje codziennie o tej samej porze, zaczniesz pytać dlaczego. Może operator musi iść na drugi koniec hali po palety? Może chłodzenie nie wyrabia? Bez danych będziesz tylko zgadywał i naprawiał to, co głośno krzyczy, a nie to, co faktycznie zabiera pieniądze. Przenosimy Twoją halę produkcyjną z Excela do porządnego systemu, żebyś wiedział, gdzie ucieka Twoja marża.

Zacznij od małego kroku. Przez najbliższe 3 dni robocze zapisuj stoperem każdy moment, w którym maszyna nie produkuje. Nie oceniaj ludzi, po prostu mierz czas. Jeśli suma tych przerw przekroczy 47 minut dziennie, to znak, że rocznie tracisz równowartość dobrego samochodu dostawczego. Wtedy warto pogadać o porządnej analityce. Zapraszamy na 20-minutową rozmowę o Twojej produkcji, podczas której bez lania wody ocenimy, czy możemy Ci pomóc wyłapać te uciekające złotówki.

Jak przestać zgadywać i zacząć mierzyć?